Terapia indywidualna:
Ilość spotkań jest bardzo różna. Może to być tylko konsultacja. Może to być kilka spotkań, w czasie których osoba coś więcej sobie zobaczy, co dotyczy jej samej, jej życia, czy relacji z innymi.
Często zdarza się, że samo określenie właściwego problemu może zająć kilka spotkań. Czasami uświadomienie sobie istoty problemu powoduje, że ktoś wybiera pozostanie „w starym” i nie podejmuje się terapii. Szanuję to. Czasem ktoś wraca za kilka miesięcy, dwa, trzy lata i wtedy jest gotowy do zmian. Natomiast terapia trwa zwykle kilka miesięcy do kilku lat.
Zdarzają się jednak tak „pogmatwane” losy człowieka, że cała terapia to ciągłe „rozsupływanie” węzełków, wychodzenie z tak dziwnych uwikłań i zależności, że rozwiązanie widocznych początkowo problemów zdaje się nie mieć końca. Zmieniają się wtedy cele terapii w trakcie jej trwania. Ważne jest wówczas, by terapia, bądź terapeuta nie stały się uzależnieniem. Terapia ma na celu pomóc człowiekowi radzić sobie w przyszłości bez terapii.
Spotkania odbywają się raz w tygodniu.
Terapia par:
Zazwyczaj kojarzy się takie spotkanie z sesją terapeutyczną małżeńską. Jednak może to być również narzeczeństwo, rodzeństwo, czy każda inna bliska relacja. Podobnie jak w terapii indywidualnej, ważne jest znalezienie właściwego problemu. Niestety, tak częste stwierdzenie „kłócimy się!” – to tylko zwrócenie uwagi na trudną sytuację, jaka jest, natomiast problem tkwi gdzie indziej. I tego trzeba poszukać. Często pomocne w tym okazuje się przywrócenie lub wręcz rozpoczęcie budowania zdrowej, jasnej komunikacji; próbowanie zobaczenia siebie nawzajem i wyjściu do siebie inaczej, niż dotychczas. Zwykle jest to kilka spotkań – do 10. Zdarza się, że partnerzy „nie widzą się” i „nie słyszą”, gdyż przeszkadzają im w tym ich własne historie, ich własne doświadczenia, nie wyrażone uczucia, nie dokończone sprawy. Istotne jest, by to potrafili zobaczyć.
Często, po tych kilku spotkaniach okazuje się, że każde z nich potrzebuje indywidualnej terapii. Jeżeli podejmą się tego, to osobiście uważam, że powinno to być dwóch różnych terapeutów i żaden z nich nie może być tym terapeutą, który prowadził ich razem. Chyba, że na terapię indywidualną decyduje się tylko jedna osoba i nie ma takiej możliwości, by wspólnie dalej kontynuowali spotkania pary. Wtedy ta osoba może zostać u terapeuty, który pracował z nimi, jako z parą. Z doświadczenia jednak stwierdzam, że zaangażowanie jednej tylko strony (czy to później w jej pracy indywidualnej, czy podczas spotkań pary) niestety bardzo często nie wystarcza, „spala” tę stronę aktywną, ostatecznie zniechęca i nie przynosi sukcesu na dalszej drodze wspólnego budowania.
„W tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz”
– Gałczyński
Niestety bywa i tak, że dwoje ludzi przychodzi tylko po to, by ostatecznie upewnić się, że nie chcą być razem.